Ostatnie działania środowisk prozwierzęcych to tylko wierzchołek góry lodowej. Jeżeli nie zatrzymamy obecnych trendów całe rolnictwo – a co za tym idzie całe społeczeństwo – stanąć może na skraju katastrofy.

Patrząc na wydarzenia ostatnich niespełna dziesięciu miesięcy, aż strach myśleć co jeszcze może nam zgotować 2020 rok. I nie mam tu na myśli wyłącznie pandemii, która dotknęła całe nasze społeczeństwo. Dla branży produkcji trzody chlewnej groźne okazały się zarówno konsekwencje wystąpienia COVID-u, jak i afrykańskiego pomoru świń zdobywający kolejne przyczółki już nie tylko w Polsce, ale także i w Niemczech. Tym samym na przestrzeni niespełna pół roku ceny tuczników z rekordowo wysokich stały się niemal rekordowo niskie. Jednak na tym problemy branży się nie kończą. „Piątka dla zwierząt” co prawda bezpośrednio nie uderza w producentów trzody chlewnej, jednak konsekwencje wprowadzenia tak radykalnych zmian odczujemy wszyscy. O możliwych skutkach wejścia w życie wspomnianych przepisów powiedziano już chyba wszystko – szeroko mówiliśmy o tym także i my w ostatnim wydaniu „Okiem Farmera”.

Nie będziemy zatem raz jeszcze analizować tego co może przynieść wspomniana ustawa, do problemu spróbujemy raczej podejść od drugiej strony – zastanowimy się skąd w naszym (i nie tylko zresztą w naszym) społeczeństwie chęć tak wielkiej, choć nieracjonalnej miłości do zwierząt. Jak niedawno przeczytałem na jednym z portali, grubo ponad połowa Polaków popiera wspomniane przepisy. Jak nigdy jednomyślna jest także nasza scena polityczna – okazało się że zarówno obóz rządzący (ponoć prawicowy), jak i lewa strona ław sejmowych w pewnych kwestiach może mieć to samo zdanie. Szkoda, że ma to miejsce w przypadku kwestii tak szkodliwych dla naszej gospodarki, jak i całej społeczności wiejskiej, jakie są projektowane zmiany w ustawie o ochronie zwierząt.

Wracając do meritum. Skąd takie trendy do uczłowieczania zwierząt i przedkładania ich dobra nad losy całej grupy społecznej? Oczywiście najłatwiej byłoby powiedzieć, że z niewiedzy i swoistego „ogłupienia” jakie serwuje nam większość mass-mediów. Problem ten sięga jednak dużo głębiej i wynika chyba z totalnego kryzysu świadomości (wartości? duchowości?) jakie przeżywa nasze społeczeństwo. Większość z nas jest totalnie oderwana od realiów przyrody i praw nią rządzących. Życie w wielkich aglomeracjach skutkuje ogromną samotnością i niezaspokojoną potrzebą bliskości. Zamiast u drugiego człowieka szukamy jej jednak u zwierząt – wszak dużo łatwiej zbudować relację z kotem czy psem, wymaga ona bowiem dużo mniej pracy i kompromisów niż relacja z drugim człowiekiem. Tym samym idealizujemy, uczłowieczamy wręcz naturę stopniowo przechodząc do niechęci czy nawet nienawiści do drugiego człowieka, jako bezwzględnego i bezmyślnego niszczyciela przyrody. To stąd wśród środowisk prozwierzęcych słyszymy głosy rodzaju „strzelać do myśliwych”, czy „niech rolnik zajmie się uczciwą pracą zamiast męczyć zwierzęta”. Tak proszę Państwa, nie jest to mój wymysł, tylko autentyczne głosy, które usłyszałem podczas rozmów z przedstawicieli środowisk prozwierzęcych. Czy w takim tonie da się prowadzić dyskusję, której celem ma być wypracowanie kompromisu?

No właśnie, do tego sprowadza się cały problem. Mam świadomość, że obowiązujące przepisy dobrostanu nie są doskonałe i w wielu przypadkach warto je udoskonalać. W kontekście trzody chlewnej szeroko piszemy na ten temat w październikowym wydaniu „Farmera” – jak udowodniliśmy, z niektórych kontrowersyjnych elementów chowu da się zrezygnować bez straty dla producenta. Wydaje się jednak, że drugiej stronie sporu nie zależy na rzetelnej dyskusji na temat tego co poprawić w dobrostanie zwierząt: dyskusja ta wymagałaby przecież pewnych ustępstw, przede wszystkim zaś przyznania, że chów zwierząt jest niezbędną gałęzią działalności człowieka. W zamian tego słyszymy tylko: zablokować, zakazać, zamknąć. Nie licząc się z konsekwencjami – zarówno ekonomicznymi, jak i społecznymi. Czy naprawdę potrzebujemy kolejnej plagi głodu, żeby nasze społeczeństwo przypomniało sobie, że samowystarczalność żywnościowa jest fundamentem działania każdego państwa?

Ostatnimi decyzjami naszych władz rolnicy czują się zwyczajnie oszukani. Często czytam w internecie komentarze w rodzaju „skoro sobie rolnicy wybrali taką władzę, to niech teraz cierpią”. Ale wiecie Państwo dlaczego rolnicy wybrali taką władzę? Śmiem twierdzić, że nie dla „500+” czy innych benefitów jak twierdzą niektórzy. Spora grupa rolników zagłosowało tak, dlatego iż obecnie rządząca partia wydawała się jedyną szansą na powstrzymanie szaleństwa działaczy prozwierzęcych. Trudno się teraz dziwić, że wielu ostatnie decyzje traktuje jako nóż wbity w plecy. Najgorsze jest zaś to, że na scenie politycznej brakuje obecnie ugrupowania będącego przeciwwagą dla środowisk prozwierzęcych. Jeśli zatem nawet tym razem w Senacie czy kancelarii Prezydenta uda się zablokować skandaliczne przepisy, prędzej czy później wejdą one w życia. A co później? Dziś norki i ubój rytualny, a jutro do naszych gospodarstw zapukają działacze zabraniający nam chowu bydła, czy świń. Kto na tym skorzysta? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.

 

Źródło: www.farmer.pl

Polski Związek Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej 
„POLSUS" 
ul. Ryżowa 90
02-495 Warszawa
tel. +48 22 723 08 06
fax. +48 22 723 00 83
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

 

Modernizacja strony internetowej www.polsus.pl sfinansowana z Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego

 

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL

UWAGA! Ten serwis używa plików cookies.

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Wszystko o plokach cookies tutaj